Odkrycie nowego dania większym jest szczęściem dla ludzkości niż odkrycie nowej gwiazdy. Trudno się nie zgodzić z sentencją Anthelme Brillat-Savarina, opublikowaną blisko dwa wieki temu w książce „Fizjologia smaku”. Jakiej astronomicznej kwoty wart jest zatem innowacyjny smak pierogów, potrawy tak głęboko zakorzenionej w polskiej, tradycyjnej kuchni? Okazuje się, że krakowscy restauratorzy nie potrzebują szczególnej, materialnej zachęty, by toczyć bój o prym wśród twórców najsmaczniejszych pierogów. Podczas ubiegłorocznego festiwalu uznanie jury i publiczności zdobyły pierogi ze szpinakiem, a także z kaszą i wędzonką oraz pierogi z jabłkami w płatkach róż. Ciekawe, czym mistrzowie kuchni zaskoczą nas tym razem? Kolejna edycja festiwalu to nie tylko rywalizacja o przechodnie statuetki Kazimierza Wielkiego (głosowanie publiczności) i św. Jacka z Pierogami (werdykt profesjonalnego jury). Nie zabraknie kiermaszów, koncertów oraz pokazów trudnej przecież sztuki wyrabiania ciasta i lepienia pierogów. Mistrzowie kuchni Zbigniew Kurleto oraz Piotr Krawczyk udowodnią, że pierogi są zawsze modne i jest dla nich miejsce także w kuchni XXI wieku. Natomiast szefowie kuchni Tomasz Czyżewski oraz Marcin Mróz zaprezentują nowoczesne sposoby ich podawania. Duża część atrakcji skierowana jest do najmłodszych. Głównie z myślą o nich zaplanowano show klauna Bartosza „Tapera”. Dzieci ucieszy także mini zoo oraz lajkonik. Dzięki edukacyjnemu programowi „Od ziarenka do pierożka” milusińscy dowiedzą się, jak robi się pierogi i jak długi to proces, zanim ulubione danie trafi na stół. Familijnie powinno być podczas zabaw i gier prowadzonych przez Apollo Film Kijów.Centrum, a najodważniejsi spośród publiczności mogą stanąć do rywalizacji w konkursie lepienia pierogów. Festiwal to jednak przede wszystkim raj dla smakoszy. Rok temu skonsumowano ponad 180 tysięcy pierogów. Wynik imponujący! Tegoroczną degustację umilą występy kapeli góralskiej Baciarka oraz zespołu folklorystycznego Pierony. Natomiast prestidigitatorskie popisy Teatru Iluzji Mefisto sprawią, że dosłownie „rozpłyną się w powietrzu” nie tylko drobne przedmioty w rodzaju chusteczek czy bukietów. Podczas pokazów ze stołów w zawrotnym tempie znikać będą na pewno także… pierogi. Skąd w ogóle zamysł imprezy? Ideą festiwalu jest nawiązanie do jednej z najstarszych polskich tradycji kulinarnych i promocja walorów kuchni staropolskiej wśród przybywających do grodu Kraka turystów. Sierpniowy termin też nie jest przypadkowy. To odniesienie do dawnego obyczaju, który w dniu święta Matki Boskiej Zielnej nakazywał kropienie ziół wodą święconą i lepienie pierogów. To także pewien rodzaj czci oddanej postaci Świętego Jacka Odrowąża (ur. 1183 r. w Kamieniu Śląskim, zm. 15 sierpnia 1257 r. i pochowanego w kościele Dominikanów w Krakowie), kaznodziei i misjonarza, którego kult wykracza daleko poza granice Polski. Podanie głosi, że św. Jacek w czasach głodu żywił biednych pierogami, które sam wymyślił i sam przygotowywał. Według innej legendy, przechadzając się ulicami Krakowa, po prostu poczęstował biedaków tą elitarną dla nich wtedy potrawą. Choć powszechnie panuje przekonanie – zarówno wśród Polaków, jak i cudzoziemców – że pierogi to typowe danie kuchni staropolskiej, nie jest to do końca prawda. Ojczyzną pierogów są bowiem Chiny. Do Europy, konkretnie do Włoch, zostały przywiezione przez Marco Polo. Według historycznych przekazów do Polski azjatycki pomysł dotarł w XIII wieku – de facto dzięki krewnemu św. Jacka – biskupowi Iwo Odrowążowi, który zachwycił się ich smakiem podczas pobytu w Kijowie. Kuchnia polska od razu pokochała pierogi. Od lat są naszą specjalnością kulinarną. Robiły je nasze prababcie, babcie, mamy, a teraz robi je nasze pokolenie. Można rzec, że dziś to danie przeżywa prawdziwy renesans. Samo słowo „pierogi” zadomowiło się w polszczyźnie dopiero w XVII wieku. Według słownika Aleksandra Brücknera to jedyna u nas pozostałość z prasłowiańskiego słowa pir, oznaczającego biesiadę oraz bardziej specyficznie – nazwę ciasta obrzędowego. Niegdyś pierogi pieczone były tylko z okazji świąt i w zależności od okoliczności różniły się kształtem i farszem. Jadano kurniki – duże, weselne o wielu nadzieniach, ale zawsze z dodatkiem kurzego mięsa. Na stypach z kolei podawano knysze – pierogi żałobne. Na początku Nowego Roku pieczono kolatki, na pamiątkę pogańskiego święta „Kolady”. Były wreszcie regionalne odmiany: hreczuszki – przyrządzane z mąki gryczanej oraz sanieszki i socznie – słodkie pierożki pieczone najczęściej z okazji imienin. Proste w formie, a zarazem treściwe, odkrywane na nowo i urozmaicone nowoczesnymi farszami, takie są właśnie nasze kochane pierogi!